Codzienność patchworkowych rodzin to nie tylko logistyka szkolno-weekendowa. To czasem także wyjazdy. W rodzinie, w której każde z małżonków ma chociażby jedno dziecko z poprzedniego związku, a dodatkowo mają jeszcze wspólne potomstwo, problem za co pojechać, a także z kim i kiedy, nierzadko skłania do pozostania w domu. W jakich obszarach wyjazdy w patchworku stanowią poważne wyzwanie? I jakie możliwości stoją przed tymi, którzy muszą sobie z nim poradzić?

Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o…

…pieniądze. Dlaczego problem kosztów wyjazdu w patchworku tak często staje się problemem kluczowym? Wiele zależy od konfiguracji danej rodziny.

Alimenty

Często jedno z małżonków (najczęściej mąż) co miesiąc płaci alimenty na rzecz swoich dzieci z poprzedniego małżeństwa. Za własne wyjazdy z tymi samymi dziećmi musi zapłacić już dodatkowo. Jeśli w tym samym czasie drugi małżonek dostaje alimenty na swoje dzieci z poprzedniego małżeństwa, problem z pokryciem kosztów wyjazdu chociażby części dzieci staje się mniej widoczny. Co jednak, gdy do budżetu rodziny nic dodatkowo nie wpływa, za to co miesiąc wypływa z niego dość odczuwalna kwota? Wówczas rodzice zmuszeni są wybierać – albo wyjadą sami lub tylko ze wspólnym dzieckiem/dziećmi, których nie mają z kim zostawić, albo zabiorą tylko część dzieci z poprzednich związków (najczęściej te, które z nimi mieszkają na co dzień), albo zostaną w domu i nie wyjadą nigdzie, aby każde z dzieci traktowane było po równo.

Nierówne szanse

Pytanie, czy rzeczywiście jest to najsprawiedliwsze z rozwiązań. Może bowiem się okazać, że dzieci pozbawione możliwości wyjazdu z rodzicem, z którymi mieszkają na co dzień (aby dochodzącym dzieciom nie było przykro, że nie pojechały), nigdzie nie będą mogły wyjechać także ze swoim drugim biologicznym rodzicem, będącym w adekwatnej sytuacji rodzinnej i finansowej. Z kolei dzieci, na które rodzic dostaje alimenty, mogą teoretycznie wyjechać z nim w ciekawe miejsca dwukrotnie częściej, jeśli ten rodzic zarabia, nie ma własnej nowej rodziny i dodatkowych dzieci na utrzymaniu.

Logistyka i zaplecze

Wyjazdy wszystkich dzieci to także spore wyzwanie logistyczno-finansowe. Trzeba pomyśleć o różnorodnych atrakcjach, które zadowolą jednocześnie wszystkie dzieci. Dużo bagażu, często wynajem większego auta i fotelików oraz trudności z dobraniem miejsca na posiłki, gdzie każde z kilkorga dzieci w dość sprawnym tempie naje się (bez wybrzydzania), gdy już niedługo znów trzeba wyruszyć w kolejne miejsce.

Niechciani pasażerowie

Kiedy w patchworku jest tyle szczęścia, że każde z dzieci ma „zgodę” (biologicznego rodzica), aby wyjechać z rodzicem i jego nowym partnerem/partnerką, często pojawia się pytanie, czy to na pewno ma sens. Z jednej strony małżeństwo chciałoby spędzać czas razem, z drugiej koszty takiej wyprawy, nie tylko finansowe, ale też emocjonalne dość szybko mogą przewyższyć potencjalne zyski, które mogłyby z niej dla wszystkich płynąć. Dlatego trudno się dziwić, że czasem patchworkowe pary stają przed dość poważnym dylematem. Z jednej strony mają prawo i chciałyby spędzać czas razem także podczas ciekawych wyjazdów, z drugiej jednak, mając nawet nie bardzo liczną gromadkę na utrzymaniu, zmuszone są wybrać, czy w danym roku pojadą razem z dziećmi, osobno czy może wcale.

Zazdrość, smutek i złość

Kto może odczuwać takie emocje w kontekście patchworkowych wyjazdów? Niestety każdy poniekąd jest na nie narażony w takim układzie:

  • dzieci z poprzednich związków, jeśli ich biologiczny rodzic wyjeżdża tylko, bądź głównie, z dziećmi, które ma z nową żoną,
  • dzieci z nowego związku, jeśli ich rodzice jeżdżą osobno z dziećmi z poprzednich związków, dzięki czemu mają ich na wyłączność,
  • poprzedni małżonkowie, jeśli ich byli partnerzy mogą pozwolić sobie na wyjazdy z ich dziećmi, na które oni nie mogą sobie pozwolić,
  • a także aktualni partnerzy, jeśli ich małżonkowie jeżdżą z dziećmi z poprzednich związków, a z nimi nie wyjeżdżają z braku wystarczających środków.

Poczucie winy

W patchworku poczucie winy to nieodłączny pasażer każdej podróży. Zarówno, gdy wszystkie dzieci zostają w domu (a ich rodzice podróżują sami), jak i gdy część zostaje, a część podróżuje z patchworkowymi rodzicami. Wina wyłazi nawet mimo racjonalnych przesłanek, gdy dobrze wiemy, że przecież nie ma rozwiązań idealnych. Mogłoby się wydawać, że kiedy patchworkowe małżeństwo zabierze w każdą podróż wszystkie swoje dzieci, wina powinna wreszcie usunąć się z pola widzenia. Niestety wtedy zwykle pojawia się jej najwięcej – wszystko jest droższe, więc każde dziecko dostaje mniej, atmosfera jest bardziej napięta, więc łatwiej o awantury i złe nastroje, potrzeb jest więcej, więc trudniej zaspokoić je wszystkie na równi, zmęczenie pojawia się szybciej i zniechęca do podejmowania kolejnych wyzwań tego rodzaju w przyszłości.

Prezenty

Załóżmy, że patchworkowym rodzicom w końcu udało się jednak wyjechać. Mniejsza o to, które dzieci zabrali i czy zabrali je w ogóle. Niestety także tu patchworkowa potrzeba sprawiedliwości dosięgnie ich mimo wszystko chociażby na etapie zakupu prezentów dla dzieci, które zostały z drugim rodzicem lub z dziadkami. Kto ma kupować prezenty – czy jeden z małżonków dla wszystkich dzieci (zarówno swoich, jak i małżonka), a może każdy dla swojego dziecka? Co, jeśli okażą się zupełnie różne i część dzieci poczuje się tym dotknięta? Czy dawać prezent w tym samym czasie, co może wiązać się np. z koniecznością czekania tydzień lub dwa na przyjazd części dzieci, czy jednak każdy w swoim, osobno. Od kogo wówczas są te prezenty – od jednego z rodziców, czy wspólne, od patchworkowej pary?

Jeśli dotarliście aż tu, prawdopodobnie dobrze znacie te dylematy, a każdy wyjazd, choćby do najpiękniejszych zakątków świata, zawsze choć trochę był dla Was obarczony tą patchworkową specyfiką. Niemniej jednak, jeśli udało Wam się dotychczas znaleźć sposoby na wyjazd, które uszczęśliwiły chociażby większą część waszej gromady, możecie uznać, że odnaleźliście świętego graala patchworkowych relacji.